Występy i występki

Pecha Kucha #13

Niezmiennie zadziwia mnie, kiedy okazuje się, że jest ktoś, kto chce mnie słuchać.

 

fot. Karolina Krakowiak

 

Niestety wbrew temu, co widać na zdjęciu, wcale nie mam na myśli moich popisów wokalnych, bo obawiam się, że do nich świat jeszcze nie dojrzał. Natomiast zdarza się, że ktoś jest ciekawy tego, co mam do powiedzenia i na tyle naiwny, że daje mi dojść do głosu, licząc, że będę mówić zwięźle, treściwie i na temat. Niedoczekanie.

Tym razem ewentualne męki nie trwały dłużej niż 6 minut, bo każdy z prelegentów miał przygotować 20 slajdów trwających 20 sekund, w trakcie których miał opowiedzieć o tym, co robi. No i na tym właśnie polega Pecha Kucha i jeśli nie wiecie jak wypowiedzieć tę nazwę to nic nie szkodzi, bo nikt nie wie i mnie to cieszy, bo wypatrywanie niepewności i zażenowania na twarzy tego, kto nie wie jak wymówić jakieś słowo potrafi być bardzo krzepiące- w końcu nic tak nie cieszy jak dzielenie nieszczęścia.

Wystąpiło tyle wspaniałych ludzi, że z każdą kolejną prelekcją, coraz intensywniej zastanawiałam się czy aby na pewno nie powinnam skorzystać z drzwi wyjściowych, póki jeszcze jest szansa. Bez końca można by się zachwycać pomysłem na Wawelską Kooperatywę Spożywczą czy absolutnie czarującym duetem z 1815 vlog.
No i na to weszłam ja.

 

Mówiłam o swoich marzeniach…

….przeszkodach i warunkach, które sobie stawiałam
(dementuję jakobym znalezienie męża łączyła z bogactwem),

 

o olśnieniu, jakiego pewnego dnia doznałam…

…oraz o celach, które konsekwentnie staram się i zamierzam realizować.

Nie za bardzo wiem czy rzeczywiście powiedziałam to, co chciałam, bo na pierwszy plan wybija się wspomnienie, że chwilę przed tym jak wyszłam na środek, wylałam na siebie dzbanek owocowej herbaty. Ludzie jednak nie są powierzchowni, bo mimo to usłyszałam tyle miłych słów, że do teraz żałuję, że ich nie zapisałam, aby móc pokazywać rodzicom w chwilach zwątpienia w moją przyszłość i nawet jeśli były tylko udawane to nie szkodzi, bo wcale się nie zorientowałam.
Jak na sumiennego kronikarza przystało, muszę odnotować, że pojawił się głos (jeden!), że psy nie powinny chodzić w ubrankach i kto to widział. Do bójki nie doszło (choć było blisko) i całe szczęście, bo to jedna z niewielu rzeczy, które wyjątkowo mi nie wychodzą, podobnie jak przegrywanie, a w tym przypadku jedno mogłoby doprowadzić do drugiego.

Krakowska Pecha Kucha organizowana jest cyklicznie mniej-więcej co trzy miesiące i jest wydarzeniem, które przyciąga fantastycznych ludzi, dlatego przyjdźcie i przekonajcie się sami, i dajcie znać jak było.

Wszystkim tym, których miałam okazję poznać ślę serdeczne pozdrowienia (a jakbym była trochę mniej nieśmiała to nawet uściski). Super było Was poznać!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *